W systemie 24 sezonów słonecznych rozpoczęła się już jesień. Pierwszy jej okres nazywa się Li Qiu – Początek Jesieni. A jednak kiedy wyglądam przez okno, nadal widzę lato. W ogrodach dojrzewają pomidory, ogórki, cukinie, fasolka i papryka. Dni są nadal ciepłe, czasem wręcz gorące.

Czy to sprzeczność? Nie sądzę, w tradycyjnym chińskim sposobie patrzenia na człowieka i przyrodę zmiana nie wydarza się z dnia na dzień. Li Qiu nie oznacza końca lata, lecz początek zmiany kierunku w naturze.

Latem Yang qi osiąga swoją pełnię i kieruje się na zewnątrz. Jest ciepło, dni są długie, rośliny intensywnie rosną i wydają owoce, a człowiek naturalnie staje się bardziej aktywny. Wraz z Li Qiu ten ruch zaczyna się powoli odwracać. Yang nadal jest silne, ale zaczyna stopniowo wycofywać się do wnętrza. Dni stają się krótsze, noce dłuższe, a różnica temperatur pomiędzy dniem i nocą będzie coraz większa. Jesień dopiero się rozpoczyna. To proces, a nie dzień w kalendarzu.

Samo pojęcie jesieni wiąże się z ideą zbierania, ściągania i skupiania tego, co wcześniej rozwijało się na zewnątrz. Rośliny kończą wzrost, dojrzewają nasiona, zaczynają się zbiory. Przyroda powoli przechodzi od ekspansji do koncentracji. Podobny ruch możemy obserwować również w ciele człowieka.

Zasady medycyny chińskiej bywają czasem traktowane zbyt dosłownie. Skoro zaczęła się jesień – należy jeść ciepło. Skoro jesień odpowiada Płucom – trzeba sięgać po określone produkty. Tymczasem takie podejście często prowadzi do oderwania teorii od rzeczywistości. Jeżeli na zewnątrz jest nadal 30 stopni, świeci mocne słońce, a w ogrodzie dojrzewają pomidory i ogórki, to oznacza, że pozostajemy pod wpływem letniego ciepła. Nie ma potrzeby zamieniać ogórka na imbir tylko dlatego, że rozpoczął się pierwszy sezon jesieni.

Natura podpowiada nam, co jeść

Jednym z najprostszych sposobów dostosowania się do pory roku jest jedzenie tego, co właśnie rośnie i dojrzewa wokół nas. Teraz doświadczamy obfitości pomidorów, ogórków, cukinii, fasolki, papryki, śliwek i wielu innych warzyw i owoców. Wiele z nich ma bardziej ochładzającą lub nawilżającą naturę, ale jeśli nadal jest gorąco, możemy z nich korzystać.

Nie oznacza to oczywiście, że każdy powinien jeść wszystko w takich samych ilościach. Człowiek z osłabionym trawieniem może zupełnie inaczej reagować na dużą ilość surowych warzyw niż osoba, która dobrze je toleruje. Dlatego patrzymy jednocześnie na pogodę, przyrodę i własne ciało.

Między latem a jesienią

Wczesna jesień jest szczególnym momentem, lato nadal trwa, ale jesień już się rozpoczyna. Słońce jest mocne, ale wcześniej zachodzi. W dzień może być gorąco, a wieczorem potrzebujemy już czegoś cieplejszego do okrycia. Rośliny nadal są bujne, ale coraz wyraźniej dominuje dojrzewanie i zbieranie zamiast wzrostu.

Podobnie możemy zacząć delikatnie zmieniać własny rytm. Trochę wcześniej chodzić spać, zwracać większą uwagę na regenerację, obserwować chłodniejsze poranki i wieczory, nie zużywać całej swojej energii tak, jak robiliśmy to w pełni lata. 

Kuchnia zmienia się razem z porą roku

Bardzo lubię obserwować moment, kiedy kuchnia zaczyna zmieniać się właściwie sama. Jeszcze jemy świeże pomidory z ogrodu, ale coraz częściej je pieczemy albo robimy z nich sos. Cukinia trafia na patelnię. Pojawiają się bardziej treściwe zupy, potem dynie i warzywa korzeniowe, a wraz z dalszym ochłodzeniem – więcej długo gotowanych potraw. Nie trzeba ustalać daty, kiedy ma się to wydarzyć. Zmiana pogody sama zaczyna prowadzić nas w tym kierunku. I właśnie tę płynność łatwo stracić, kiedy próbujemy zamienić tradycyjną wiedzę w zestaw zakazów i nakazów.

Żadnych skrajności

To dla mnie jedna z najważniejszych lekcji płynących z obserwowania 24 sezonów słonecznych. Przyroda nie działa skokowo, lato nie kończy się jednego dnia, jesień nie zaczyna się nagle. Jedno jeszcze trwa, kiedy drugie już się rozpoczyna. Ta zasada dotyczy nie tylko jedzenia, ale również aktywności, snu, emocji i sposobu gospodarowania własną energią.

„Zbieranie qi” i „odżywianie qi” nie muszą oznaczać niczego abstrakcyjnego. To może być po prostu odpowiednia ilość snu, regularne jedzenie, mniej przepracowania i bodźców, spokojniejsza aktywność i stopniowe kierowanie uwagi bardziej do środka. Przygotowanie do zimy zaczyna się dużo wcześniej niż pierwszy mróz.

Im dłużej zajmuję się medycyną chińską, tym bardziej widzę, że jej istotą nie jest zapamiętywanie kolejnych zasad. Znacznie ważniejsza jest umiejętność obserwowania zmiany. Co dzieje się w przyrodzie? Jaka jest pogoda? Co właśnie dojrzewa? Jak śpię? Jak się czuję? Czy nadal dobrze toleruję surowe i chłodniejsze jedzenie? Czy wieczorem zaczyna mi być zimno?

To proste pytania, ale właśnie one pozwalają naprawdę żyć sezonowo.  Dostosowujemy się nie dlatego, że ktoś ustanowił taką zasadę, ale dlatego, że jesteśmy częścią tego samego procesu, który zachodzi w naturze.

Pin It on Pinterest

Share This